środa, 5 marca 2014

Poradnik spacerowy cz. I - kot niewychodzący, wychodzący sam czy na smyczy?

Idzie wiosna, robi się coraz cieplej. To świetny czas do nauczenia kota spacerowania na smyczy. Ale po co tak w ogóle wyprowadzać kota? Nie lepiej, żeby sam się wyprowadził? A może lepiej, żeby w ogóle nie wychodził z domu? Te pytania zadaje sobie wielu kociarzy. Postaram się w dzisiejszym wpisie pomóc w dokonaniu wyboru.

Lu na spacerze

Coraz więcej osób nie wypuszcza swoich kotów samopas. Nic dziwnego, w końcu wychodzące koty zwykle bardzo krótko żyją. Czeka na nie wiele zagrożeń, min:

-samochody

Wyobraź sobie, ze to twój kotek


Naturalną, instynktowną reakcją kota widzącego jadący w jego stronę samochód jest skulenie się i czekanie, aż zagrożenie minie. W przypadku psów i dzikich zwierząt to zachowanie się sprawdza, często ratuje życie schowanemu kotu, ale kiedy "drapieżnikiem" jest samochód...
Niektórzy kierowcy specjalnie wjeżdżają w koty. Nie wiem, co w takim zachowaniu sprawia im przyjemność, jednak należy ich wziać pod uwagę.

-psy i dzikie zwierzęta
W walce z większym psem lub lisem kot praktycznie nie ma szans. Wypuszczając kota skazujesz go na walki o terytorium. Kot nie ma wyboru, musi bronić swojego terenu - nie tylko przed innymi kotami.

-złośliwi ludzie
Niektórym ludziom bardzo przeszkadzają koty. Tak bardzo przeszkadzają, że starają się ich pozbyć za pomocą trutek, pułapek i strzelania do nich. Nie jest to wcale rzadkie "zjawisko".

-choroby i pasożyty
Wychodzące koty spotykają się z bezdomnymi, często chorymi i zarobaczonymi psami i kotami, dzikimi zwierzętami. To sprawia, że właściciel może się od takiego pupilka nieświadomie zarazić pasożytami. Nawet regularne odrobaczanie nie pomoże, jeśli twój kot ma stały kontakt z zarobaczonymi zwierzętami. Do tego jest wiele nieuleczalnych chorób, które łatwo się przenoszą z kota na kota.

Z powyższych powodów wielu ludzi woli mieć kota niewychodzącego, ale za to zdrowego i żywego. Jednak trzymanie kota wyłącznie w mieszkaniu też ma swoje wady:

-nuda
Czasem mimo zabawek i starań ze strony opiekuna kot po prostu nie ma co robić. Z powodu frustracji może nawet stać się agresywny. Chwila zabawy z opiekunem nie wynagrodzi wielu godzin spędzonych samotnie.

-mała aktywność
U dużej części niewychodzących kotów aktywność ogranicza się do chodzenia od miski na legowisko. To z kolei przyczynia się do otyłości i pogarszającej się sprawności. Na spacerze nawet mało aktywny kot trochę pochodzi, trochę pobiega, zapoluje na owada, pacnie po głowie jakiegoś psa.

-strach przed zmianą miejsca
Kot, który całe życie spędził w mieszkaniu, gdzie wszystko jest stabilne i odbywa się regularnie przy zmianie domu przeżyje ogromny szok. Nieco inaczej ma się sprawa z kotem, który często odwiedza nowe miejsca, przyzwyczajony jest do zmian i nowości. Nie będzie się tak stresował w nowym domu.

Więc co wybrać? To trudny wybór. Ale przecież można mieć wszystko na raz: kota bezpiecznego, ale równocześnie cieszącego się "swiatem zewnętrznym". Jest kilka rozwiązań, które to umożliwiają:

-osiatkowane okno
Kot może bezpiecznie oglądać otoczenie i oddychać świerzym powietrzem. Jednak niewiele ponad to.

-zabezpieczony balkon



Oprócz zalet osiatkowanego okna, balkon ma większą powierzchnię, można na nim ustawić drapak, kwiaty w doniczkach, zamontować półeczki.

-woliera
Trochę jak balkon, ale jest więcej możliwości. Dla kota to podobne miejsca.

-zabezpieczony ogród
Czyli taki, którego ogrodzenia kot nie jest w stanie pokonać. To świetne rozwiązanie, wymaga jednak trochę pieniędzy, a czasem okazuje się, że kot jednak znalazł jakąś drogę ucieczki i wszystkie starania na nic.

-ogrodzenie elektryczne
Polega na tym, że kot, który zbliży się do ogrodzenia zostanie porażony prądem. Nigdy nie zdecydowałabym się na takie okrutne rozwiązanie, już wolałabym, żeby kot wychodził poza podwórko.

-uwiązywanie na lince
Po prostu kota przypina się w szelkach na kilkunastometrowej lince do ogrodzenia lub palika wbitego w ziemię i chodzi on sobie po ogrodzie. Co jakiś czas trzeba sprawdzić, czy pupil się o coś nie zaplątał. Dla właściciela to bardzo wygodne rozwiązanie, sama je stosuję gdy kot chce spacerować dłużej, niż ja, albo gdy nie mam czasu na spacer. Jednak dla kota to nieco mniej wygodne, a nie każdy ma ogródek.

-spacer na smyczy


Lu na smyczy

O tym właśnie będzie poradnik spacerowy. Spacer na smyczy umożliwia kotu wszystko to, co mógłby robić bez smyczy, ale w bezpieczny sposób. Czyli codzienne obejście terytorium, zostawienie śladów zapachowych i korzystną dla zdrowia aktywność na świeżym powietrzu. Jednocześnie kot nie wpadnie pod samochód, nie zostanie zagryziony, nie musi walczyć o terytorium. A gdyby spotkał walecznie nastawionego psa czy kota, to ma przecież wsparcie w postaci człowieka.

Jeśli nie jesteś przekonany co do tego, czy spacer na smyczy będzie dobrym rozwiązaniem dla twojego pupila, to co szkodzi spróbować?

W następnych częściach "poradnika spacerowego" opiszę jak nauczyć kota chodzić na smyczy i co zrobić, żeby nie przeraził się wyjściem z domu.

27 komentarzy:

  1. Ja na pewno nie chciałabym mieć kota wychodzącego samotnie. Och, pech mam takiego. Już wolałabym wychodzić z nią na smyczy, czy zupełnie uziemić niż codziennie się denerwować. To dla mnie wielki stres, gdy nie wraca do domu, ale już jej tego nie pozbawię. Czasem wychodzę razem z nią, ale nie zawsze mam czas, potem tylko się martwię.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam kota wychodzącego. I kiedy go straciłam powiedziałam sobie, że nigdy więcej ;(. Zmarł w wieku 16 msc, zatruł się. Moja pierwsza kotka żyła u mnie rok, nie wiem w jakim była wieku. Ale na pewno nie zmarła ze starości ;(.

      Kiedy nie mam czasu uwiązuję kotę na lince. Wtedy wystarczy co jakiś czas sprawdzać, czy wszystko z nią ok i ew. odplątywać ją. Masz kawałek podwórka?

      Usuń
    2. Takie właśnie są wady wypuszczania kota :/ Moja ma już 7 lat i dobrze sobie radzi, ale ja coraz bardziej się denerwuje. Zawsze wraca i trzyma się domu, ale robi się cieplej i boję się, że znów zacznie nie wracać po nocy.
      Nigdy jej nic poważnego nie było, tyle lat jest ostrożna.
      Głównym powodem do denerwowania się, są koty, które tu przychodzą i gonią ją (na jej terytorium, ona była pierwszym kotem w tej okolicy), nie wiem nigdy jakie mają zamiary. Raz pogoni, raz ucieknie, różnie z nimi jest, ale kiedyś pewien kocur tak ją pogonił, że bała się oddalać od domu przez kilka miesięcy, przypuszczam, że przez niego miała ropień.
      Mam dość duży ogród i ona właśnie po nim przeważnie chodzi, teraz rzadziej przechodzi przez bramkę.

      Usuń
    3. Skoro masz ogród to może będziesz ja uwiązywać na lince? Koty wbrew pozorom szybko przyzwyczajają się do takich zmian. A jeśli zwykle wystarcza jej własny ogródek, to tym lepiej. Na początku może chcieć uciekać, ale nie ma się co tym przejmować, przyzwyczai się szybciej niż myślisz.

      Usuń
    4. Przynajmniej wiedziałabym, gdzie się znajduje... jednak nadal pozostają te koty, bo one i tak mogą przyjść, ja nie mogę patrzeć co się dzieje co chwilę. Może kiedyś spróbuję :)
      Nie posiadam jednak żadnych szelek, czy nawet obroży, ona źle znosi coś takiego. Zrobiłam jej własnoręcznie obrożę i bardzo źle zareagowała...
      Jak jest chłodno, to siedzi w domu, im cieplej tym idzie dalej i na dłużej.

      Usuń
    5. A gdzie jej kupujesz karmę i żwirek? W niektórych sklepach internetowych są dobrej jakości szelki. Ewentualnie można kupić w zoologicznym takie zwykłe i przerobić.

      Usuń
    6. Oczywiście na zooplusie :) Tam już upatrzyłam obrożę, chodzi o tą z odblaskami, ewentualnie z miejscem na adres. Postanowiłam jednak, że nie będę jej wypuszczać samej w obroży, bo boję się, że (mimo bezpiecznego zapięcia) zaczepi się gdzieś, czy co.

      Usuń
    7. Taka obróżka nie nadaje się do uwiązywania ani prowadzenia na smyczy. Kot pociągnie smyczą i już biega "wolny" ;). Na adresówkę też wolę te ze zwykłym zapięciem, bo te "bezpieczne" moja kota ściągała ... drapiąc się w szyję. Pod takim małym naciskiem obroża się otwierała. Z drugiej strony nie można dopuścić do tego, żeby kot się gdzieś zaczepił i udusił. Dlatego moja kota obrożę z adresówką ma założoną bardzo luźno. Jest tak wyregulowana, żeby Ló mogła ją zdjąć przez głowę. Mimo że może ją sobie sama ściągnąć, to nie robi tego. Na początku miała elastyczną, bez adresówki. Teraz już bym nie kupiła elastycznej, ale może Twoja kotka łatwiej by taką zaakceptowała?

      Na zoo+ przy ostatnich zakupach wzięłam taką:
      http://www.zooplus.pl/shop/psy/smycz_obroza_dla_psa/hunter/tasmowe/198757
      Szerokość 15mm, tylko że w innym kolorze (niebieską, już nie ma takich w zooplusie). Skróciłam ją, bo była stanowczo za duża. Ale szerokość jest idealna. Teraz, po skróceniu, ma długośc 20-30cm. Zakładam jej ciaśniej kiedy przypinam do obroży smycz, a kiedy tylko nosi na niej adresówkę, jest luźniej. Obroża jest z bardzo fajnej taśmy, miękkiej ale nie rozciągliwej. Jest dość lekka i nie przeszkadza kotu :). Ogólnie to ją polecam.
      Z takiej taśmy są też szelki:
      http://www.zooplus.pl/shop/psy/smycz_obroza_dla_psa/szelki_dla_psa/skorzane/285804
      Niestety nie ma już rozmiaru xs i nie obyło by się bez skracania.

      Usuń
  2. Mi obroża jest potrzebna tylko do tego, bym mogła jej założyć, gdy mam taki kaprys, no bo tak słodko w niej wygląda :). Samej jej w niej nie puszczę, tylko pod moją kontrolą. W końcu jakąś wybiorę i kupię, nie wiem jeszcze jaką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jednak kupisz jej też adresówkę i będziesz zakładać obróżkę z nią kiedy wychodzi? Gdyby się zgubiła, trafiła do schroniska, ktoś by ją znalazł czy coś takiego to będzie wiadomo komu ją oddać. A jak jest bez adresówki, to ktoś może pomyśleć, że to bezpański kot i ją sobie przygarnąć.

      Usuń
  3. Też nad tym myślałam, ale ona nie jest taka, że pójdzie gdzieś i da się złapać komuś obcemu. Jak widzi człowieka z bardzo daleka, już wieje do domu. Nadal boję się, że zahaczy gdzieś lub coś... Zna okolice bardzo dobrze i nigdy nie odchodzi daleko, chociaż chciałam by wszyscy wiedzieli, że ona ma dom (kto by pomyślał, że tak gruby kot jest bezpański? Może gdyby się zgubiła, ale ona chyba by nie poszła daleko).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy wychodzącym kocie zawsze jest ryzyko. Tym bardziej jeśli piszesz że jest płochliwa, ktoś może pomyśleć że nie ma właścicieli. Bezdomne koty czasem też są grube, np. jeśli ktoś takiego wyrzuci, albo jeśli ten kot jest dokarmiany przez jakąś karmicielkę, to czemu nie miałby być gruby.

      Usuń
    2. Prawda... myślałam o tym samym, ale czytałam już kilka historii o tym jak obróżka z bezpiecznym zamknięciem się nie odpięła, kot się zaczepił i przez wiele godzin się męczył (lub w ogóle mu się nie udało uwolnić). Z jednej strony fajnie, a z drugiej niebezpieczne.
      Ostatnio się nigdzie nie zapuszcza, nie dalej niż kilka metrów za bramką, jak tylko zobaczy, że ktoś idzie, wieje do domu. Z obrożą jest fajnie, bo jak ktoś ją zobaczy, to wie, że ma dom i w ogóle... tak chciałam na początku, ale potem poczytałam jakieś historie.

      Usuń
    3. Dlatego ja wolę założyć obróżkę luźno. Moja kota czasem chodzi bez smyczy, ale wtedy zawsze ją pilnuję. Kilka razy obróżka się jej zaczepiła, i wystarczyło że się cofnęła - już był wolna. Na wszelki wypadek przez wyjściem na spacer sprawdzam, czy obroża z adresówką jest dobrze wyregulowana - przytrzymuję ją nieco w górze i patrzę, czy kot się z niej bez problemu wyślizguje.

      Usuń
    4. Muszę się zastanowić. Najpierw ją przyzwyczaję, jak zupełnie ją zaakceptuje- pomyślę o tym. Na razie zakładam jej przed zabawą i jedzeniem, zrobioną przeze mnie obróżkę, którą da się założyć przez głowę (bardzo luźna). Boję się ją choć na chwilę zostawić samą w obroży, bo zaczyna gryźć i jej się zaklinuje. Nie wiem jeszcze czy kupić z tym 'bezpiecznym' zapięciem, czy tą co poleciłaś, mam wiele do myślenia.

      Usuń
  4. Mój Jogurt bardzo nie lubi wychodzenia na smyczy :(. Zawsze gdy wychodzę z nim do ogródka to chodzi slalomem między drzewkami i tak się zaplątuje, że muszę go wyjąć z szelek (oczywiście po tym od razu je zakładam), nie wiem - on widzi w tym jakąś zabawę czy co? Nie chcę, żeby był kotem wychodzącym, i takim nie jest no chyba, że na tej smyczy. Co mam zrobić? Niedługo będzie wiosna, zrobi się ciepło i będę z nim musiała wychodzić bo inaczej dostanie wariacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smycz jest właśnie po to, żeby kontrolować gdzie kot chodzi ;) więc jeśli ci przeszkadza ze chodzi po krzakach, to nie pozwalaj mu wchodzić w krzaki. Albo jak wejdzie między drzewka tto wypuść smycz z ręki, żeby się za nim ciągnęła, i podnieś ja dopiero jak wyjdzie z tych drzewek. Wtedy się nie powinna zaplątać i IIMO to dużo bezpieczniejsze, niż ściąganie szelek.

      Usuń
  5. Raz wyprowadziłem mojego kota na podwórko na smyczy to zaczął na mnie warczeć i syczeć...teraz trzymam go w domu ale szkoda mi go jak widzę jak bardzo chce wyjść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ciebie? :0 Coś tu jest mocno nie tak jak trzeba. Albo źle odczytujesz jego zachowanie, albo wasze relacje są bardzo nieprawidłowe.

      Usuń
    2. Chodzi o to że wtedy musiałem już wracać, i chciałem go zabrać do domu, wtedy tak się zachował.

      Usuń
  6. mozna kota wytresowac by przybiegal na gwizdanie o domu. mam 3 przybledy ktore biegna na umowiony gwizd-sygnal w podskokach....tyle ze bezdmoniaczki tez sie nauczyly ze to ja tak gwizdam i czasami cala chmara kotow mi sie pod brame zwala ;) to od razu karmie . fajna sprawa bo nie musze martwic sie o swoje, a i tez nie koniecznie o 1 porze musze karmic bezdomniaki-bardzo wygodne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mojego Bandytę przygarnęłam w wieku dwóch lat, był kotem typowo domowym, nigdy nie wychodził na zewnątrz. Dla mnie nie ma opcji zeby kot żył jak w więzieniu, zreszta często siedział na oknie i widać było ze chciałby odkryć ten inny świat. Pierwszy raz założyłam mu smycz, jednak to nie była opcja, koniecznie chciał wrócić, bal sie i smycz mu przeszkadzała, drugim razem wzięłam go na ręce i poszłam z nim do ogrodu. Nie obyło sie bez płaczu, jednak kot,widząc ze siedzę na ławeczce, płacząc zaczął oglądać ogród. Drugim razem było lepiej, potem już wypuszczalam go samego. Teraz moj kot jest szczęśliwy, aktywny, odkrył w sobie instynkt myśliwego, chętnie poluje na myszy, ptaki, owady i (niestety) przynosi nam do domu. No trudno, co począć. Jednak nie potrafiłabym odebrać kotu tej przyjemności. Czasami tez sie martwię, jeśli go za długo nie ma, jednak moja okolica jest bardzo spokojna, same domki jedno-dwurodzinne, mały ruch, dużo zieleni. Sąsiedzi tez wypuszczają swoje koty, także bandito czasami sprowadza przyjaciół pod dom.
    Moim zdaniem, zwierze to jednak zwierze i nie wolno mu zabierać tej przyjemności, chociażby na smyczy, ale zawsze trzeba dać złapać świeżego powietrza.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mieszkam na 3 piętrze w bloku, kotkę mam od ponad roku. Próbowałam ją wypuszczać, choćby na korytarz, ale za wiele z tego nie wychodzi , wraca zaraz z powrotem do mieszkanka( o ile w ogóle wyjdzie), a jak ktoś przypadkiem zamknie drzwi ? stoi pod nimi, miauczy i czeka aż ktoś ją wpuści. Kiedy zabieramy ją do weta, to oczywiście w transporterze i wtedy jest spokojna, pewnie czuję się w nim bezpiecznie :)
    No cóż, jedyne co pozostaje to namówienie rodziców na osiatkowanie balkonu, bo z wychodzeniem na niego, takich problemów nie było :P

    Generalnie jestem przeciwniczką wypuszczania kota ''samopas'' nie tylko ze względów które opisałaś - kotów jest za dużo i polują nie tylko na gryzonie, ale też na ptaki i gady, nawet jak mają w domu pełną miskę, z instynktem się nic nie zrobi. Niestety mało ludzi zwraca uwagę na to jaki wpływ mają domowe zwierzaki na polską przyrodę...
    Osiatkowane balkony i smycze są tu rozwiązaniem zarówno dla bezpieczeństwa pupila, jak i dla potencjalnych ofiar:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym się odnieść do wpisu na temat kierowców(sama nim jestem),myślę że zdanie jest nieco zbyt oskarżające. Osobiście nie znam ani jednego kierowcy który przejechał albo chciałby przejechac kota celowo. Oczywiście jezeli to sie zdazy to niestety wiekszosc osob sie nie przejmuje, ale nie robia tego z rozmyslem. Mysle ze wiekszosc osob nie ma pojecia ze kot przyczaja sie instynktownie( ja tez wiem to dopiero teraz gdy mam kota),kazdy mysli ze kot sie przestraszy i ucieknie wiec wciskaja gaz a potem...jest za pozno.
    Tez jestem za niewypuszcaniem kota samopas. Poczytuje blog w nadziei ze znajde podpowiedzi jak mojego kociaka przyzwyczaic do spacerow,przesiaduje na parapecie,ucieka na klatke ale z dworu ucieka w poplochu :-). Pozdrawiam wszystkich sympatykow kotow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam dwóch takich zboczencow którzy celowo szukali okazji by kota rozjechac

      Usuń
  10. U mnie to sobie mogą wychodzić kiedy chcą, bo droga wojewódzka dosyć daleko :)
    Po drugiej stronie domu - pola. Świeże powietrze. Tylko muszą na inne psy uważać, ale z tym radzą sobie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Stało się! Moja koteczka syberyjska Aria wychodzi na smyczy.Ubieranie szeleczek poprzedzone jest mruczeniem radości!Na spacerze albo robi obchód posesji z uwzględnieniem miejsc gdzie łaziły obce koty.Tam przysiada i delektuje się zapachami!Obok jest ulica, gdyby Aryjka mogła pobiegła by z radością!Trzeba ja pilnować!Ale i tak jest fajnie!

    OdpowiedzUsuń